poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Czternaście


Wyciągnęłam z szafy kremową sukienkę, ze złotym paskiem, podkreślającym talię i udałam się do łazienki, pozwalając tym samym przebrać się chłopcom w reszcie autokaru. Do sukienki dobrałam jeszcze czarne szpilki ze złotymi wstawkami i złotą kopertówkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone, zakręcając lokówką ich końcówki. Kiedy kończyłam się malować, do drzwi zapukał Louis.
-Gotowa już?
-Nie. –odpowiedziałam, tuszując rzęsy.
-Ile mamy czekać? –zapytał, wchodząc i zamykając za sobą drzwi.
-Spokojnie…
-Ta cała kolacja to tylko pretekst, żeby powiedzieć im, że ze sobą jesteśmy, hm? –spojrzał na moje odbicie w lustrze.
-No. –odpowiedziałam, unosząc brwi –Chyba że nie chcesz? –odwróciłam się, patrząc w jego oczy.
-Kto powiedział, że nie chcę? Oczywiście, że chcę. –uśmiechnął się.
-To świetnie. –pocałowałam go –Jeszcze tylko błyszczyk… i gotowe! Możemy iść.
Opuściliśmy łazienkę, czując na sobie wzrok chłopców. Otrzymali oni tylko krzywe spojrzenia, po czym gotowi byliśmy wyjść z busa.
-Niech w końcu przestanie padać! –wydarł się Harry –Przyjechałem tu żeby odpocząć od londyńskiej pogody, a tym czasem jest jeszcze gorzej, no ludzie święci! –nie wiem, jaką moc ma Harold, ale nagle deszcz ustał.
-Pożyczyłeś różdżkę od Harrego Pottera? –zapytał Zayn.
-Nie, jestem bogiem! –Hazza zarzucił grzywą i zszedł po schodach.
-Nie, raczej nie. –wymamrotałam pod nosem, zabierając parasol na wszelki wypadek. Oficjalnie nie jesteśmy z Louisem przecież parą, więc spacer za rękę był wykluczony. Szliśmy po prostu całą paczką koło siebie. Mimo, że ulice były mokre, postanowiliśmy dotrzeć do restauracji na pieszo. Droga zajęła nam dziesięć minut. Może gdyby fotoreporterzy i fani dali nam więcej przestrzeni, dotarlibyśmy trochę szybciej. Zajęliśmy wcześniej zarezerwowany przez tatę stolik, tym samym izolując się od pozostałych na zewnątrz ludzi.

-Dobry wieczór, czy zdecydowaliście się już państwo? –zapytał kelner.
-Tak, poprosimy włoskie spaghetti bolognese dla wszystkich i po lampce wina dla każdego. –powiedział Rob, zmrażając wzrokiem Nialla, który prawdopodobnie do jutra nie zdecydowałby się, na co ma ochotę.
-Rob, skąd wiesz, że mam ochotę na spaghetti? –oburzył się Horan.
-Niall…
-Nie ma żadnego Niall, foch z przytupem, zamkniętymi drzwiami i melodyjką. –tupnął nogą i odwrócił się plecami do Roba, jak małe dziecko.

Kelner przyniósł zamówione przez nas potrawy po około piętnastu minutach. Przed rozpoczęciem spożywania, przyszedł jednak czas na małe ogłoszenie…
-Przepraszam, mam coś do powiedzenia. –zaczął Lou –Niall, poczekaj jeszcze z tym sosem. –puścił mu oczko –A więc, Liz i ja… no wiecie…
-Jesteście razem, tak. Gratulacje, mogę już jeść? –wyręczył nas Niall, mówiąc to na jednym wdechu. Uśmiechnęłam się tylko do Lou, po chwili przenosząc wzrok na tatę.
-Tak? –zapytał ochoczo. Pokręciłam tylko twierdząco głową, czekając na jego reakcję. Muszę przyznać, że chyba się nie załamał, bo wstał i zaczął ściskać nie tylko mnie, ale także Louisa.
-Cieszycie się? –zapytałam, w sumie lekko zdziwiona.
-No jasne, że tak. –odpowiedział Harry, podnosząc swój zacny tyłek i przytulając nas – Tylko proszę opiekuj się moim małym Boo Bear’em .
-Harry, nie zabieram ci go. Będziemy się nim dzielić. –poruszyłam brwiami.  
-Serio?- zapytał z nadzieją.
-Tak. – powiedziałam, a on jebnął smajla i przytulił nas.

Siedzieliśmy tam jakąś godzinę cały czas się śmiejąc z żartów chłopców. Harry co chwilę pytał mnie i Lou kiedy dzieci czy coś, a ja odpowiadałam mu kopniakami pod stołem. Pomógł mi w tym zadaniu, siadając naprzeciw  mnie. W środku żartu Nialla zadzwonił mój telefon. Przeprosiłam wszystkich i wyciągnęłam go z mojej kopertówki. Nie patrząc kto dzwoni, odebrałam telefon.
- Halo…
- Lizzie jesteś w Stanach i nic mi nie powiedziałaś?- usłyszałam męski głos.
- Mi też miło cię słyszeć Justin. Przepraszam, ale nie miałam czasu zadzwonić do ciebie. Jestem tu na trasie koncertowej.
- Gdzie teraz jesteś? – zapytał.
-Obecnie w restauracji w Nashville.
- Jutro rano mam tam wywiad. Co powiesz na jakiś lunch?
- Z chęcią.-odpowiedziałam.
- O 11.30 pasuje?
-Jasne. Przepraszam cię, ale muszę już kończyć.
- Jutro rano wyślę ci adres tej knajpki.
- Okej. To pa.
- No cześć.- rozłączyliśmy się i wróciłam do stolika.
- Kto dzwonił słonko?- zapytał tata.
- Justin.
- Mam być zazdrosny?- zapytał Lou.
- Nie, JB to mój stary znajomy.
-Ty… ty… ty… gadałaś z Justinem Bieberem? – zapytał kochany Horanek, wypluwając wcześniej wszystko, co miał w buzi.
- Tak. – odpowiedziałam z uśmiechem, a ten chyba padł na zawał. Przypomniał mi się nasz pierwszy wspólny wywiad, kiedy się spotkaliśmy. Podobnie zareagował.
- Dobra dzieciaki. Powinniśmy się zbierać. – Powiedział Paul, na co przytaknęliśmy. Tata zapłacił za wszystko i wyszliśmy z budynku, w końcu mogłam chwycić Lou za rękę. Po paru krokach stwierdziłam:
-Nogi mnie bolą.
-Chodź tu. – Lou stanął przede mną i lekko się zniżył. Nie czekając, aż się rozmyśli, wskoczyłam na jego plecy – Ciężka jesteś. – powiedział.
- Dziękuję, ale sam się zaoferowałeś. –odpowiedziałam cwaniackim uśmieszkiem.
-Żartowałem przecież. –uśmiechnął się, spoglądając na mnie bokiem. Po drodze nie czekało już na nas tylu ludzi, co przed wejściem do restauracji. Może zrobiło im się zimno, a może po prostu nie chciało im się czekać dwóch godzin zanim wyjdziemy. Stawiam jednak na tą drugą opcję, gdyż był ciepły, lipcowy wieczór.
-Pierwszy wchodzę do łazienki! –wydarł się Horan. Każdy z nas próbował go jakoś przekupić, by jednak wejść do łazienki jakby poza kolejką. Nikomu jednak się nie udało, aż w końcu… wpadłam na najlepszy w życiu pomysł.
-Jeśli mnie przepuścisz, zabiorę cię jutro na lunch z Justinem. –poruszyłam brwiami. Niallowi tylko opadła szczęka.
-Sprzedane! –wydarł się, przepuszczając mnie.
-Uczcie się chłopcy. –zarzuciłam włosami i weszłam do łazienki. Nie wiem jakim cudem, drugi dzień z rzędu znalazłam się w niej pierwsza. W każdym bądź razie nie miałam czasu na rozmyślanie, dlatego pospiesznie wykonałam każdą potrzebną czynność i po umyciu zębów, opuściłam pomieszczenie –To ja idę spać –powiedziałam, spoglądając na zegar, który wskazywał godzinę 23.30 –do jutra.
-Dobranoc kotku. –Lou podszedł do mnie i namiętnie pocałował. Odklejając się od niego, szybko wdrapałam na łóżko i zasnęłam, jak dziecko po dobranocce.
Rano obudził mnie dźwięk smsa:
‘Od: Justin
Subway przy 857 Briley Parkway. Czekam o 11.30 ;) ‘
Nic nie odpisałam, tylko wygramoliłam się z łóżka, udając do wolnej łazienki. Moja twarz wyglądała nieco jak po zderzeniu z walcem, ale przemyłam ją tylko zimną wodą i już wyglądała o niebo lepiej. Udając się do naszej ‘kuchni’, zauważyłam krzątającego się w niej Harolda.
-Cześć. –zrzuciłam zaspanym głosem.
-Cześć, chcesz kanapkę? –zapytał.
-Dzielisz się żarciem? Od kiedy? –zapytałam zdziwiona.
-Ja nie Niall, umiem się dzielić. –powiedział, unosząc brwi.
-Słyszałem to! –wydarł się Niall, budząc przy tym całą resztę –Liz mam do ciebie pytanie. –podszedł do mnie, próbując dyskretnie je zadać –Na serio mogę iść z tobą na ten lunch? –zapytał szeptem.
-No jasne, przecież obiecałam. –ciepło się uśmiechnęłam.

O 11.15 czarny van zawiózł mnie i Nialla na umówione spotkanie z Justinem. Zajechaliśmy chwilkę przed czasem, widząc go, kończącego wywiad. Usiedliśmy więc przy osobnym stoliku, nie robiąc żadnego zamieszania i spokojnie czekaliśmy. Znaczy ja byłam spokojna, Horan trząsł gacie pod stołem, co było widoczne w jego niebieskich paczadłach.
-Cześć. –powiedział Justin, dosiadając się do nas –Jesteś Niall Horan z One Direction? –zapytał, spoglądając na Nialla.
-Znasz mnie? –Horanek zapytał, wyszczerzając oczy.
-No pewnie, kto by was nie znał. Miło cię poznać w każdym bądź razie.-Justin przybił mu męską piątkę.
-A, no to ja już pójdę, miłej rozmowy. –powiedziałam, widząc ich ‘zakochanych’ w sobie.
-Cześć Lizzie! –rzucił się na mnie Jus.
-Milion lat cię chyba nie widziałam. –stwierdziłam.
-W każdym bądź razie rok na pewno. –odpowiedział Justin –zjecie coś? –już spojrzałam na Nialla, który pewnie jest głodny.
-Nie, nie dzięki. –odpowiedział, na co opadła mi kopara. Niall nie chce nic do jedzenia? Musi być na serio zdenerwowany…
-Nie, ja w sumie też nie jestem głodna, ale jeśli ty masz ochotę, to się nie krępuj…
-Nie, jadłem przed chwilą. A do kiedy zostajecie w Stanach?
-Dziś gramy koncert tutaj, w Nashville, potem mamy jeszcze cztery koncerty w innych miastach i na zakończenie koncert w Nowym Jorku. Czyli podsumowując do Londynu wrócimy jakoś w przyszłym tygodniu…
-A ty jakie masz plany? –zapytał Niall, włączając się w konwersację.
-Muszę nagrać jeszcze trochę dodatkowego materiału na płytę, potem nagrywam teledysk i mała trasa po Europie… Zawitam też do Londynu, więc macie zaproszenie na koncert.
-W takim razie potrzebujemy jeszcze cztery bilety. Pamiętaj, że One Direction składa się z pięciu członków… -zaśmiałam się.
-Hmm.. ewentualnie wcisnę was na scenę, jeśli nie będzie miejsc na widowni.
-Zgadzam się. –odpowiedział Niall.
-Liz jak tam tata? Dawno się nie widzieliśmy, nic nie mówiłaś.
-Jest z nami, ale mamy też nowego członka rodziny, Alice. Niestety to długa historia, więc może kiedy indziej –posmutniałam.
-A serce? –wtrącił jeszcze Justin.
-Jakie serce? –zapytałam zdziwiona.
-No twoje głupolu. –uśmiechnął się –W sensie czy masz kogoś?
-Aha. –puknęłam się w czoło –O to ci chodzi… tak. -spojrzałam na Nialla.
-To wy jesteście razem? –wskazał na naszą dwójkę.
-Nie! –odpowiedzieliśmy wspólnie.
-To już nic nie rozumiem… -skwitował Justin.
-Jestem z Lou, też jest w One Direction. –wyjaśniłam.
-Takie buty… Dlaczego się nie pochwaliłaś? Ale jeśli ja nic nie wiem, to…
-Tak, wiedzą tylko chłopcy i managerowie. Jesteśmy ze sobą od wczoraj, więc wiesz…
-Aaa, jasne… -przerwał mój telefon.
-Tak tato? –zapytałam, odbierając.
-Liz, gdzie jesteście?
-Na lunchu z Justinem, mówiłam tobie.
-Ah, tak, zapomniałem. A kiedy będziecie, bo ustawiliśmy już wszystkie mikrofony, brakują tylko twój i Nialla.
-No, nie wiem. Pewnie niedługo, a to jest pilne?
-Tak kochanie, jeśli chcesz, żeby ludzie cię słyszeli.
-Dobrze, postaramy się wrócić jak najszybciej. –rozłączyłam się.
-Czas goni? –zapytał Justin.
-Taa, musimy jechać na próbę mikrofonów. –powiedziałam, z przepraszającą miną.
-Nie, no jasne, rozumiem. Zdzwonimy się, jak będę w Londynie. –uśmiechnął się, wstając.
-Dzięki Justin, miło było cię poznać. –odezwał się Niall.
-Ciebie też, oczywiście propozycja spotkania ciebie i twoich kolegów także dotyczy, pamiętaj.
-Dzięki. –odpowiedział, jakże szczęśliwy Niall.
-To my będziemy się już zbierać, do zobaczenia. –powiedziałam, całując go w policzek.
-Pa. –odpowiedział Justin.
Kiedy z powrotem wsiedliśmy do vana, Niall o mało mnie nie zabił, całując, przytulając i dziękując za spotkanie z jego największym idolem... 

* * * 
Sama się dziwię, że wyszedł tak długi : O Ale Wam to chyba nie przeszkadza :) 
W sumie to nie mam co pisać, więc tylko zaproszę na Love With 1D

@proveyouloveme - twietter :) x 

piątek, 17 sierpnia 2012

Trzynaście


-Co powiecie na jakiś spacer z Alice? –zapytał Harry, kiedy już się ogarnęliśmy.
-Wchodzę w to. –powiedziałam zdecydowanie.
-Yyy, ja nie idę, umówiłem się z Danielle na Skype. –powiedział Liam.
-Ja mam zakład z Dan, więc muszę zostać. Liam ty nie wiesz o co chodzi, więc nawet nie pytaj, i tak ci nie powiem. –Niall cwaniacko poruszył brwiami. Zignorowałam go, wywracając oczami. Do odpowiedzi został tylko Louis, bo mam focha na Zayna, za to, co powiedział wczoraj.
-Louis? –zapytałam. Cisza… -Louis?!
-Kotku, on ma słuchawki w uszach. –Harry słodko się uśmiechnął. Zmrużyłam oczy i podeszłam bliżej Louisa. Zaczęłam komicznie machać mu przed oczami.
-Co? –zapytał zdezorientowany, wyciągając słuchawki z uszu.
-Idziesz na spacer?
-Z tobą zawsze. –poruszył brwiami.
-Nie tym razem Boo. Ja też idę. –Harry powtórzył gest Louisa i udał się do wyjścia.
- Jezu, o co mu chodzi?- znów wywróciłam oczami i podałam Louisowi rękę, by pomóc mu wstać z podłogi. Wyszliśmy przed busa, gdzie czekał już Harry z Alice w wózku.
-To co gołąbeczki, możemy już iść? –zapytał. Zmierzyłam go tylko morderczym wzrokiem, na co odpowiedział głupawym uśmieszkiem.

Chodziliśmy po parku, podziwiając otaczającą nas zieleń. Alice większość czasu była spokojna, ale w pewnym momencie zaczęła popłakiwać. Musiałam wtedy wziąć ją na ręce, bo żaden z towarzyszących mi ludków nie chciał tego zrobić.
-No już mała, nie płacz, wiem, że wujek Harry cię wystraszył, ale on jest groźny tylko na początku. –zaczęłam mówić głosem, jakim mówi się do małych dzieci.
-Yhym, bardzo śmieszne. –uznał Harold –Daj mi ją, to ci pokażę, jak się zajmować dziećmi. –spojrzałam na Lou, który tylko twierdząco kiwnął głową i oddałam Alice w ręce Harrego.
-Ty uspokój Alice, -zwrócił się do Hazzy –a ty -wskazał na mnie-idziesz ze mną.-chwycił mnie za rękę i zaczął gdzieś prowadzić.
-Ej, ej, gdzie my idziemy? –zapytałam, gdy zaczęliśmy się oddalać.
-Tak się przejść.
-Yhym i dlatego ciągniesz mnie za sobą jak worek ziemniaków? –uniosłam brwi do góry.
-Dobra, idźmy normalnie. –zaproponował, na co spojrzałam na niego z miną ‘no co ty nie powiesz?’. Zechciał w końcu puścić moją rękę i zaczęliśmy naszą przechadzkę jak normalni ludzie.
-Co jest celem tej jakże zacnej wyprawy panie Tomlinson?
-A więc panno McClair… sam nie wiem. Tak po prostu chciałem sobie z tobą pochodzić po parku. –wystawił rządek białych ząbków.
-Taa, jasne. –skwitowałam, domyślając się, że coś knuje.
-Dobra, mam coś dla ciebie.
-Tak, a co? –zapytałam, unosząc brwi do góry.
-Zamknij oczy.
-Nie.
-Tak.
-Nie?
-No to nie.
-No dobra, –zaczęłam, gdy zobaczyłam zawiedzionego Tommo- niech ci będzie. –zamknęłam oczy. Po chwili znalazłam się nad ziemią, czując wielką niepewność dotyczącą tego, co się za chwilę ze mną stanie. Postanowiłam więc otworzyć oczy. Louis biegł ze mną na ramionach jak szalony, nawet nie wiem dokąd, bo nigdy nie byłam w Nashville.
-Postaw mnie na ziemię Tomlinson, bo pożałujesz!! –zaczęłam się drzeć, zwracając na siebie uwagę jeszcze większej liczby ludzi.
-Tak, tak. Ciekawe co mi zrobisz…
-Wiesz w ogóle gdzie idziesz człowieku? –zapytałam, sama nie znając odpowiedzi na to pytanie. Chwilę później byłam już cała mokra, leżąc w fontannie.
- Ty upadłeś na łeb? – wrzasnęłam na niego – Pomógł byś mi wstać. – powiedziałam, wyciągając do niego rękę. Gdy ją chwycił, mocno przyciągnęłam go do siebie i w taki oto sposób mądry Pan Tomlinson znalazł się w fontannie. – No to jesteśmy kwita. – powiedziałam podnosząc się, ale Louis nie odpuszczał i pociągnął mnie, więc upadłam na tyłek.
- Co ty zrobiłaś? – krzyknął na mnie – Przez ciebie jestem mokry. – zrobił smutną minkę, a ja ponowiłam próbę wstania, ale zakończyła się ZNOWU klęską.
- A ty dlaczego mnie wrzuciłeś? – zapytałam.
- Żeby było fajnie.
- No więc właśnie. – powiedziałam, podnosząc się i wychodząc z wody – Dziękuję Panie Tomlinson, za zepsucie fryzury, makijażu, ubrań, dnia… - zaczęłam wyliczać, ale Louis przerwał mi, składając soczysty pocałunek na moich ustach. Odwzajemniłam go, kiedy nagle z nieba zaczął lać deszcz. Wydawało mi się, że minęły wieki zanim przerwaliśmy – Tak to możesz mnie zawsze uciszać – powiedziałam, całując go lekko, ale z uczuciem, które nie dawało mi spokoju od jakiś kilku... dni… tygodni?
-Chciałbym cię o coś zapytać… -zaczął niepewnie.
-Mów. –uśmiechnęłam się ciepło.
-Hmm… zastanawiałem się, czy… chciałabyś zostać moją dziewczyną? –spojrzał mi głęboko w oczy. Nie myślałam, że kiedykolwiek zada takie pytanie, ale przecież ja też od pewnego czasu próbowałam dowiedzieć się, co do niego czuję. –Liz? –w końcu się ocknęłam –Wiem, za szybko na takie pytania, przepraszam, zapomnij o tym. –chyba trochę się speszył, bo chwilę nie reagowałam.
-Czyli anulujesz to pytanie? –zapytałam, cały czas się uśmiechając.
-Tak, przepraszam, nie powinienem go zadawać…
-Aa, no bo chciałam odpowiedzieć, że będę twoją dziewczyną, ale jeśli cofasz pytanie… -zaczęłam komicznie udawać zawód.
-Co? –ożywił się, a w jego cudownych oczach znów pojawiły się iskierki.
-No chciałam powiedzieć, że się zgadzam, ale cofasz pytanie, więc przełożymy to na kiedy indziej.
-Nie, nie, nie , nie! Serio chcesz się ze mną spotykać? –zapytał zdziwiony.
-Czemu jesteś zdziwiony? Każda laska na świecie chce chodzić z Louisem Tomlinsonem. –wybuchliśmy śmiechem. –Ale ja chcę być z tym Louisem Tomlinsonem –mój palec wskazujący pokazał jego serce- nie z tym z One Direction.
-Taa, ja też go nie lubię. –oboje się zaśmialiśmy- Powinniśmy już wracać. – powiedział.
-Masz racje. – wziął mnie za rękę i poszliśmy w stronę tour busa, znaczy tak mi się wydawało. ‘Jestem naprawdę szczęśliwa, jedna osoba, a tyle daje ciepła.’ -pomyślałam.
Nie odzywaliśmy się po drodze, która zajęła nam 5 minut. Louis przepuścił mnie w drzwiach, weszłam do busa. Wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę.
-No co, nigdy nie widzieliście całej przemoczonej dziewczyny? –zapytałam, udając się po jakieś rzeczy na przebranie.
-Nie gapcie się tak! –wydarł się Louis, idąc za mną.
-Wiemy, że jesteś zazdrosny, ale nie musisz krzyczeć. –poklepał go po ramieniu Liam.
-Haha, śmieszne. –powiedział sarkastycznie Lou –Idź się przebrać, pewnie ci zimno. –zwrócił się do mnie.
-Dzięki. –pocałowałam go w policzek i weszłam do łazienki, żeby jak najszybciej zdjąć z siebie mokre ciuchy. Wiedziałam, że Louisowi też jest zimno, dlatego szybko wcisnęłam na siebie szorty z podwyższonym stanem i koszulkę z napisem ‘Today’s outfit’ . Kiedy zmywałam z siebie makijaż ktoś zapukał do drzwi.
-Tak?
-Mogę już wejść? –zapytał stojący za drzwiami Louis.
-Tak, już wychodzę! –szybko zaczęłam usuwać resztki tuszu do rzęs, kiedy w międzyczasie Lou wszedł do środka. Pospiesznie wyrzuciłam waciki do śmietnika i udałam się do wyjścia –pójdę do taty, widzimy się później. –uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek, po czym wyszłam z łazienki. Chwyciłam parasol znajdujący się zaraz przy wyjściu i rzucając szybkie ‘narka’, wyszłam z tour busa. Za płotem parkingu znajdowało się kilkunastu fanów, ale zniechęcona pogodą, tylko im pomachałam, udając się do pojazdu taty.
-Cześć! –krzyknęłam, rozglądając się dookoła –Jesteście tu?
-Tak kochanie. Przyjdź na koniec autobusu. –usłyszałam tatę. Udałam się więc we wskazane miejsce. Na jednej kanapie zauważyłam śpiącego Paula, na drugiej natomiast Harrego, usypiającego Alice i tatę, szperającego w Internecie.
-Jak tam po kąpieli? –zapytał Hazza, unosząc brwi. Musiał o wszystkim wiedzieć. No co za… grr. Zmierzyłam go tylko pytająco-morderczym wzrokiem.
-Nie gadaj, bo się dziecko obudzi. Jak tam tatku? –zapytałam, siadając koło niego.
-Dobrze, dobrze. Przeglądam Internet i patrz, co znalazłem, o to ty! –udał zdziwionego –I jeszcze całujesz się z Lou w fontannie! –nie wiem, co się z nim stało, ale zaczął klaskać i cieszyć się jak małe dziecko. Zmrużyłam oczy i spojrzałam na niego, zastanawiając się, czy to może nie kto inny podszywa się pod mojego ojca.
-Dobrze się czujesz? –zapytałam ironicznie.
-Wyśmienicie kochanie.
-Hmm.. Tato mamy dziś wolne, więc może pójdziemy razem na jakąś kolację wieczorem z chłopcami? –zaczęłam planować, jak to by im powiedzieć, że razem z Lou jesteśmy parą.
-Świetny pomysł, ale zostawię Alice Amelii, co ty na to? Nie będziemy małej targać po restauracjach…
-Jasne, jeśli tylko Am się zgodzi. –uśmiechnęłam się – Ja będę już wracać, Harold idziesz?
-Yhym –syknął i odłożył już śpiącą Alice do łóżeczka. Znów chwyciłam do ręki parasol i nie czekając na Hazzę udałam się z powrotem do naszego busa –Nie zapomniałaś może o czymś? –zapytał stojąc w drzwiach autokaru taty.
-Nie, raczej nie. –cwaniacko się uśmiechnęłam.
-Widzisz ich wszystkich? –zapytał wskazując ręką na stojących kilka metrów od nas fanów –Napiszą w Internecie, że zostawiłaś biednego Harolda, żeby zmókł… -zrobił smutną minkę.
-Oh, no chodź. –wróciłam z powrotem do Harrego i ‘zabierając’ go, schowałam pod mój parasol. Wróciliśmy do autokaru, powiadamiając resztę o dzisiejszej kolacji. Bez specjalnego entuzjazmu wszyscy się zgodzili. Moim skromnym zdaniem i tak nie mieliby nic lepszego do roboty, więc wyjście na trochę dobrze im zrobi. 

* * *
Mówiłam, że 13 będzie szczęśliwa :) Liz i Lou w końcu są parą! *cziken dens* XD.
Mam nadzieję, że Wam się podoba. :) 
Następny dodam na początku przyszłego tygodnia, tak samo jak na Love With 1D bo później wyjeżdżam i wrócę dopiero w niedzielę (26.08). 
Także ten, zapraszam do komentowania i to chyba tyle na dziś :) Xx

wtorek, 14 sierpnia 2012

Dwanaście


Zobaczyłam Melanie leżącą na szpitalnym łóżku, podłączoną wieloma kabelkami do przeróżnych maszyn. Lekarz powiedział, że nie mamy jej męczyć, bo już i tak nie ma sił. Nie chciałam usłyszeć tylko jednego, doktor natomiast powiedział najgorsze, co w tej sytuacji mógł: ‘Naprawdę zostało jej bardzo mało czasu’. Niepewnie weszłam do pomieszczenia, w którym znajdowała się moja ciocia. Leżała na łóżku, nie wykazując żadnych oznak życia.
-Ciociu –zwróciłam się do niej.
-Kochanie, mów mi Melanie –lekko się uśmiechnęła. Widziałam, że był to dla niej wielki wysiłek.
-Dobrze, Melanie… Podjęłam decyzję –zaczęłam niepewnie, tata tylko na mnie spojrzał i założę się, że już wiedział o co mi chodzi. –zaopiekuję się Alice. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale tata na pewno mi pomoże.
-Kochanie jesteś tego pewna? –zapytała ostatnimi siłami.
-Tak. –uśmiechnęłam się, kładąc na niej Alice.
-W takim razie tam-wskazała ręką na stolik, który znajdował się zaraz koło jej łóżka- leży list do Alice. Daj jej go kiedy uznasz, że jest wystarczająco dojrzała, by go przeczytać. Chcę, żeby znała prawdę, nie okłamujcie jej. To będzie dla niej na pewno bolesne, ale wiem, że z waszą pomocą da radę to udźwignąć. –po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Ja też nie mogłam wytrzymać tego, co się teraz dzieje, więc mój organizm samodzielnie uronił taką samą łzę, spływającą po tym samym, lewym policzku, gdy tylko zabrałam list do rąk. Ciocia nie wiedziała, jak mało czasu jej zostało, ale chyba chciała wykorzystać go jak najlepiej, dlatego pocałowała małą Alice w czółko i szepnęła: ‘Będę się tobą opiekować z góry, kochanie’. Nagle jej powieki zamknęły się, a po policzku spłynęła jeszcze jedna łza. Alice, mimo że nie umiała wyrazić tego co czuje i pewnie nie rozumiała tego, co się dzieje, zaczęła płakać. Nie miałam siły się teraz nią zająć, bo mój płacz zaczął się nasilać. Tata zabrał małą na ręce i wyszedł z sali, ja natomiast wtuliłam się w stojącego za mną Louisa. Nagle ziemia pode mną zaczęła się jakby osuwać. Pamiętam tylko, że Lou próbował mnie złapać.

-Co się stało? –zapytałam, kiedy już się ocknęłam. –Gdzie tata? –ciągnęłam moje pytania, widząc, że ojca nie ma w pobliżu.
-Spokojnie, tata zabrał Alice na zewnątrz, bo płakała. –Lou próbował mnie nieco uspokoić.
-Czyli to, że Melanie… to prawda? –zapytałam, nadal nie mogąc opanować płaczu.
-Wyjdźmy lepiej na zewnątrz. –Louis uniknął odpowiedzi – Nie lubię szpitalnych korytarzy.
Wstałam z miejsca, na którym wcale nie było wygodnie i razem z Louisem udaliśmy się na zewnątrz. Kiedy tylko zobaczyłam tatę z Alice na rękach, od razu do nich podbiegłam i mocno przytuliłam. Wiedziałam, że małej będzie trudno zmierzyć się z całą tą sytuacją, gdy tylko przeczyta list, aktualnie znajdujący się w mojej torbie…


Minęło już kilka dni od śmierci Melanie. Mimo, że nie byłam z nią blisko, to czułam, że jakby razem z nią, odeszła jakaś cząstka mnie. Nie chcę zawodzić fanów, bo są dla mnie ważni, dlatego nie odwołałam żadnego z koncertów. Jeśli chodzi o małą Alice, każdy zajmuje się nią po trochu. Wydaje mi się jednak, że najbardziej z jej obecności cieszy się Harold, który bawi się w tatusia. Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
-Gotowa? –zapytał Louis.
-Tak, wezmę tylko bagaże i możemy się przenieść. –uśmiechnęłam się. (dop. aut. Dla niewiedzących, Liz razem z chłopcami przenoszą się do tour busa, którym będą się teraz ‘poruszać’ po Stanach)
-Idź już, ja wezmę. –puścił mi oczko.
-Nie, no co ty, masz swoje walizki. –sprzeciwiłam się, wracając do pokoju po bagaże.
-Twoich jest zapewne więcej. Jesteś dziewczyną, potrzebujesz więcej ubrań.
-Możesz wziąć torbę z laptopem. Z resztą sobie poradzę. –uśmiechnęłam się, podając mu ową torbę.
-Na pewno nie mam zabrać niczego więcej? –zapytał, chcąc się upewnić.
-Lou –spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem – te walizki są na kółkach. –poklepałam go po ramieniu.
-Oj tam, oj tam. Nikt nie wie. –puścił mi oczko –Chodźmy już, chłopcy się wściekają w busie.
-Okej, idziemy. –zabrałam pozostałe dwie walizki i podręczną torbę i zaraz po Louisie opuściłam hotelowy pokój.
-To jak, możemy już jechać? –zapytał kierowca, gdy tylko zjawiliśmy się w naszym nowym domu.
-Tak. –odpowiedziałam sama, jako że reszta zajęła już ‘salon’ na końcach pojazdu.
-Kierunek Nashville w takim bądź razie. –zawołał ochoczo kierowca, po czym ruszył za busem, w którym znajdowali się Rob, Paul, tata, Alice i Amelia (dop. aut. Jeśli nie pamiętacie, Amelia to stylistka Liz). Z Dallas do Nashville czekała nas długa, jedenastogodzinna droga naszym busem. Na szczęście mamy tutaj wszystko, czego nam potrzeba, włącznie z jakże przytulnymi ‘sypialniami’, czyt. śpimy nad sobą, w łóżkach, w których ledwo się mieścimy.
-Jakie plany na wieczór? –zapytał Harry.
-Nie mam zielonego pojęcia. –odpowiedział Niall.
-Obejrzyjmy jakiś film. –zaproponował Liam.
-Tylko nie horror. –usłyszałam Nialla, który już zaczął wpychać w siebie popcorn.
-Ja nie lubię komedii, i co teraz? –wtrąciłam się do konwersacji.
-No to oglądamy Toy Story! –wydarł się Liam i podszedł do odtwarzacza, załadowując płytę.
-Żartujesz sobie ze mnie? –spojrzałam na niego, unosząc brwi.
-Nie, dlaczego? –zapytał całkiem serio.
-Nie kłóć się z nim. –usłyszałam szept Louisa, który nagle się koło mnie pojawił.
-Nie chcę oglądać bajek. –powiedziałam, krzyżując ręce na piersiach.
-Cóż Elizabeth –Liam zrobił się nadzwyczaj poważny –to twój problem. –cwaniacko się uśmiechnął, zajmując miejsce przed telewizorem. Nie miałam najmniejszego zamiaru oglądać bajek, dlatego sięgnęłam do torby i wyciągnęłam z niej laptopa. Kątem oka widziałam, że zarówno Harry, jak i Lou robią to samo. Nialla, Liama i Zayna najwyraźniej pochłonęła jakże ciekawa animacja Toy Story.
Od kilku ostatnich tygodni jedyną rzeczą, jaką robię na komputerze jest pisanie z fanami na twitterze. I tym razem nie było inaczej, bo od razu po jego włączeniu zaczęło pisać do mnie mnóstwo ludzi.

‘@lizzie_the_one : @Liz_McClair Hej, jak trasa? Wszyscy w UK za Tobą tęsknimy. Wracaj szybko!
@Liz_McClair : @lizzie_the_one W USA jest świetnie! Ja też za Wami tęsknie. Wracam niedługo xx. ‘

‘@1Dlover1234 : @Liz_McClair Dogadujesz się z chłopcami? Proszę odpisz!! Xxx.
@Liz_McClair : @1Dlover1234 Nie wiedziałam, że Liam ma fioła na punkcie Toy Story. Trzeba było mnie uprzedzić!! Poza tym wszystko ok. Chłopcy są naprawdę świetni!! Xx. ‘

Zanim odpisałam na kolejne wiadomości, postanowiłam sprawdzić, co pisali chłopcy przez ostatnie kilka dni. Na profilu Harolda zobaczyłam jego zdjęcie z Alice, które skomentowałam tylko jednym wielkim ‘awwww’. Liam nie pisał nic nowego, tylko prowadził konwersacje z Danielle i kilkoma fanami. Zayna już długie lata nikt nie widział na twitterze, a Niall próbował flirtować z Demi Lovato. Jako ostatni wyświetlił mi się profil Lou, którego tweet wysłany kilka minut temu był do mnie.

‘ @Louis_Tomlinson : @Liz_McClair widzę bardzo zainteresowana Toy Story. Chyba zgodzisz się ze mną, że Liam wybiera najlepsze filmy hm? Xx
@Liz_McClair: @Louis_Tomlinson hmm.. zależy dla kogo. Jeśli preferujesz filmy dla pięciolatków, nie mam nic przeciwko ;) xx 
@Harry_Styles : @Liz_McClair @Louis_Tomlinson to już nie jest śmieszne. On ogląda to średnio dwa razy w tygodniu. Zabierzcie mnie stąd!! ‘

Po zobaczeniu tweeta Harolda, zaczęłam głupio się do niego śmiać.
-Nie przeszkadzać! –wydarł się Liam.
-Dobra, wychodzę! –odpowiedziałam mu krzykiem, zabierając ze sobą laptopa, telefon i przenosząc się do mojej ‘sypialni’. Odpisałam jeszcze na kilka tweetów, a potem pożegnałam się z użytkownikami, mówiąc, że udam się do łazienki, zanim piątka taranów mi ją zajmie. Tak też zrobiłam, na szczęście chłopcy nie zorientowali się, że podkradłam trochę czasu w łazience. W sumie to nikt nie ustalił grafiku w jakiej kolejności będziemy się kąpać, więc mogłam wejść, kiedy tylko chciałam. Wzięłam szybki prysznic i umyłam zęby. Kiedy rozczesywałam włosy któryś z mamutów zaczął walić w moje drzwi.
-Uspokój się, bo będziemy się myć bez drzwi jak tak dalej pójdzie!
-Mnie to nie przeszkadza. –po tym zdaniu wiedziałam już, że to Harold –Długo będziesz tam jeszcze siedzieć?  
-Nie. –odpowiedziałam już po cichu, otwierając drzwi.
-Sam się dziwię, że to powiem, ale wyglądasz dużo lepiej bez makijażu. –wyszczerzył oczy i uniósł brwi do góry.
-Haha, bardzo śmieszne. –głupkowato się uśmiechnęłam, wracając na łóżko. Specjalnie zarezerwowałam takie na górze, bo myślałam, że nie będą docierać do mnie krzyki chłopców, niestety gdziekolwiek bym się nie położyła, wszędzie ich usłyszę. Włączyłam lampkę nocną i zaczęłam czytać jeden z kryminałów, które ze sobą zabrałam.
-Ciszej tam! –wydarłam się, chcąc uspokoić chłopców kłócących się o łazienkę.
-Powiedz mu, że ma w końcu wyjść z tej łazienki, bo to będzie dłuuuuuga noc. –Lou podszedł do mojego łóżka, starając się wyjaśnić.
-Harry wyjazd! –powiedziałam, schodząc z łóżka.
-Bo co? –usłyszałam głos z łazienki.
-Bo wyleję na twoje łóżko cały zapas coli Horana i dosypię nieco żelek i popcornu. Podoba ci się pomysł?
-Nie zrobisz tego! –wydarł się.
-No oczywiście, że nie. –powiedziałam z sarkazmem, otwierając butelkę coli, tak by usłyszał dźwięk gazu się w niej znajdującego.
-Oh no dobra. –wyszedł zrezygnowany z łazienki, ja natomiast mogłam pochwalić się moim zwycięskim uśmiechem.  
-To co, gdzie śpisz Harold? –zapytałam, klepiąc go po ramieniu i cwaniacko się uśmiechając.
-Na pewno nie koło ciebie koleżanko. –wystawił język i zajął łóżko najbliżej salonu.
-Twoja strata. –skwitowałam i wróciłam do czytania.

-Czemu zajęliście wszystkie łóżka i muszę spać pod Liz? –zapytał Zayn, kiedy w końcu jako ostatni wyszedł z łazienki –A jak zarwie łóżko i na mnie spadnie? –zaczął panikować.
-Aa. Okej, dzięki. –odwróciłam się do wszystkich, ukazując mój gruby zadek spod kołdry.
-Oj stary, nie musiałeś tego mówić. –uznał, w sumie z racją Horanek.
-Przecież to był żart. Nie znacie się na żartach, pff. –wyśmiał ich Zayn, siadając na łóżku pode mną.
-Panie wielkie ego Malik nie życzę sobie ciebie pode mną. Jeszcze cię przygniotę moją dupą, więc racz wstać i przenieść się. –powiedziałam, cały czas leżąc twarzą do ściany.
-I gdzie mam niby spać, na podłodze? –zapytał oburzony.
-Dobrze, że się domyśliłeś. –odpowiedziałam zwycięsko.
-Koniec tej kłótni! –przerwał nam pogadankę Louis –Zayn chodź tu, ja śpię pod Liz.
-Dobranoc. –powiedział Niall, kiedy wszyscy się uspokoili.
-Dobranoc. –odpowiedziała reszta.
-Dobrej nocy. –dodałam na końcu. 

* * *
Stwierdziłam, że dodawanie co piątek to trochę głupi pomysł, zwłaszcza, że mam kilka rozdziałów do przodu... :)
Jak już mówiłam małe zamieszanie u Liz... Następny rozdział to 13 i stwierdzam, że w tym przypadku trzynastka będzie szczęśliwa. Sami z resztą zobaczycie :)

Zaproszę też na Love With 1D :) 

Twitter - @proveyouloveme

Paa xx

piątek, 10 sierpnia 2012

Jedenaście


*Kilka dni później*
W końcu mamy wolny dzień. Mam go spędzić z tatą… pójść na grób mamy i takie tam. Właśnie wstawałam z łóżka, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Zawlokłam się i otworzyłam, w progu stał tata.
-Hej skarbie, obudziłem cię?- zapytał.
-Nie, właśnie wstałam, co cię tu sprowadza? – powiedziałam, wchodząc do pokoju i zostawiając otwarte drzwi, na znak, że ma się udać za mną.
-Dzwoniła Melanie – siostra mojej mamy – chcę się z mani pilnie spotkać.
-Dzisiaj?- zapytałam z nadzieją, że odpowie ‘nie’.
-Niestety tak.
-O której? – powiedziałam już załamana.
-Za godzinę w restauracji.
-Dobra ile potrzebujemy, żeby tam dojechać?
-Jakieś dwadzieścia pięć minut. Ubierz się, za chwilę przyniosę ci śniadanie i pojedziemy, dobrze?
-Okej.
-I mam jeszcze jedną wiadomość.
-Jaką?
-Ten wywiad, co miał się jutro odbyć z One Direction, jest przełożony na dzisiaj.
-No to przynajmniej jutro mamy wolny dzień.
-Jak byś nie zapomniała, to jeszcze jutro wieczorem macie próby do koncertu następnego dnia.
-Grrrrrr…

Po 10 minutach przyszedł tata z naleśnikami. Zjadłam i pojechaliśmy w umówione miejsce. Weszliśmy do restauracji i zobaczyliśmy siedzącą przy stoliku ciotkę, obok której stał wózek. Podejrzewam, że z dzieckiem w środku, gdyż takowego od jakiegoś czasu się spodziewała.
- Cześć, dziękuję, że zgodziliście się przyjść i spotkać ze mną.
- Cześć – powiedział tata całując ją w policzek.
- Dzień dobry ciociu. – powiedziałam.
- Liz mówiłam już tobie ostatnim razem, że masz mówić do mnie po imieniu, Melanie.
-Przepraszam, ale dawno cię nie widziałam i się muszę przyzwyczaić.
- Dobrze. Pewnie zastanawialiście się, po co was tu zaprosiłam.
- No troszeczkę. – powiedziałam.
- Może więc od początku wam wszystko opowiem.  – zaczerpnęła powietrza i zaczęła swoją opowieść – Półtora roku temu dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Mój narzeczony Josh musiał wówczas wylecieć do Afganistanu jako żołnierz. Po 6 miesiącach dostałam telefon, że on – łzy zaczęły płynąć jej po policzkach – nie żyje. Po tych trzech miesiącach urodziła mi się Alice. – spojrzała się na dziecko w wózku i wzięła je na ręce - Na początku dawałam sobie radę. Później było coraz gorzej, miałam bóle w klatce piersiowej i inne objawy, gdy zaczęłam kaszleć krwią, poszłam do lekarza. Miesiąc temu dowiedziałam się, że mam raka płuc, lekarze nie dawali mi więcej, niż półtora miesiąca . Nie wiedziałam co zrobić, myślałam, żeby oddać ją do adopcji, ale gdy dowiedziałam się, że jesteście tutaj, od razu zadzwoniłam. I mam do was tą wielką prośbę – wzięła wielki wdech – zaopiekujcie się nią. Wy jesteście dla nas jedyną rodziną, oprócz was nie mamy nikogo. Chciałabym podjąć decyzję, której nie będę żałować i chcę wiedzieć, że jest w naprawdę dobrych rękach. Wiem, że to duży obowiązek, ale... – nie dokończyła bo tata jej przerwał.
- Melanie musimy się zastanowić. To nie jest decyzja, którą możemy podjąć w ciągu sekundy.
- Rozumiem to. Proszę dajcie mi jak najszybciej odpowiedź, nie zostało mi dużo czasu.
- Dobrze. Melanie musimy już jechać, Lizzie ma za chwilę wywiad.
-Jasne. – powiedziała, wkładając małą do wózka – macie swoje życie, pamiętajcie, że jakąkolwiek decyzję podejmiecie, będę ją szanować.
- Może chciałabyś pojechać z nami?- zapytałam patrząc na nią z czułością.
- Chciałabym, ale nie mogę muszę zawieść Alice do sąsiadki, z prośbą o popilnowanie jej, bo muszę iść do urzędu załatwić sprawy związane z sprzedażą domu.
- Może moglibyśmy zaopiekować się małą przez ten czas? Spróbowalibyśmy połączyć sprawy kariery Lizzie i opiekowanie się Alice. – powiedział tata.
- Dobry pomysł. –uznałam.
- Moglibyście? – w jej oczach pojawiły się iskierki.
- Tak.- odpowiedzieliśmy równo.
-Dziękuje wam. – powiedziała – Powinnam wrócić koło 15. Wszystko macie w wózku. – pocałowała córeczkę w czółko, pomachała nam i wyszła.
- Co o tym myślisz? – zapytałam tatę, gdy bawił się z Alice (zauważyłam, że uśmiecha się, a ostatnio nie było to u niego częste), a ja dopijałam kawę.
-Jak na razie, że musimy iść na wywiad. A TEN – dołożył nacisk na to słowo – temat odkładamy na później.
- Dobra. – powiedziałam i wzięłam małą na ręce, bo widziałam, że tacie coś nie wychodziło.
- Dziękuję. – wyszeptał, gdy brał wózek.

Do studia radia dojechaliśmy w 10 minut. Przez ten czas bawiłam się z małą na tylnych siedzeniach. Gdy dojechaliśmy pod budynek zobaczyliśmy tłumy fanów i fotoreporterów.
- Tato –zwróciłam się do niego – myślisz, że to dobry pomysł, żebym teraz wyszła z małą na rękach?
-Pamiętasz, co mi powiedziałaś na początku całej tej kariery? Że nie obchodzi cię, co będą mówić inni, dla ciebie zawsze najważniejsza będzie muzyka. Więc po co się przejmujesz tymi wszystkimi ludźmi?
-Jakbyś nie zauważył, to dzięki nim to wszystko się dzieje i nie mówię tutaj o paparazzich, bo dla nich liczą się tylko pieniądze. Mówię o fanach, bo gdyby nie oni, nigdy nie byłabym tu, gdzie jestem teraz.
-Kochanie ani twoi fani, ani tym bardziej fotoreporterzy nie muszą wiedzieć wszystkiego o twoim życiu prywatnym, dlatego możesz robić co chcesz. Pewnie po drodze popełnisz jeszcze kilka błędów, ale nauczysz się wtedy, jakie naprawdę jest życie. –uśmiechnął się, całując mnie w czoło – Zabierz swoje rzeczy i dołącz do chłopców, ja wejdę tylnym wejściem z małą. Nie będziemy na razie robić żadnej sensacji, dobrze?   
-Jasne, w takim razie widzimy się za chwilę. –uśmiechnęłam się i chwyciłam torbę, leżącą pod moimi nogami. Otworzyłam drzwi naszego vana i od razu usłyszałam nasilający się szum, znajdującego się tam tłumu. Fani stali za barierkami po mojej lewej stronie, natomiast paparazzi byli po prawej. Postanowiłam pokazać reporterom mój zacny zadek, ani razu nie zwracając się w ich stronę. Podpisałam po drodze kilka autografów, ale nie trwało to długo, bo wiedziałam, że wywiad ma się rozpocząć już za dziesięć minut.
-Gdzie ty byłaś kobieto? –zapytał na wejściu Niall –Czekamy na ciebie już pół godziny, zdążyłem zjeść cztery paczki chipsów i siedem paczek żelków. –spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Że ile proszę? –zapytałam, unosząc brwi.
-No dobra, sześć paczek żelków, ale tylko dlatego, że Harry zjadł tą jedną – Horan słodko się uśmiechnął, myśląc pewnie że jedna paczka żelków robi wielką różnicę.
-Cześć chłopcy! –przywitał się mój ojciec, trzymając na rękach małą Alice.
-Urodził pan dziecko? –zapytał Lou, widząc małą. Wspólnie z każdym z pozostałych chłopców zrobiliśmy zbiorowego face palma, posyłając tym samym pytające spojrzenie Louisowi. –No przecież żartowałem, nie jestem aż tak głupi ludzie. – odpowiedział na nasze spojrzenia.
-No może trochę. –wymamrotałam pod nosem.
-Słyszałem to. –odpowiedział Lou, udając się w stronę studia, gdzie odbędzie się wywiad. Reszta wzięła z niego przykład, więc nie pozostało mi nic innego, jak pożegnać się z tatą i pójść za nimi.
-Cześć –przywitała się z nami reporterka. Była tylko nieco starsza od nas, ale postanowiliśmy mówić sobie na ty. –To co, możemy zacząć?
-Jasne –odpowiedzieliśmy razem, zajmując wyznaczone miejsca. Reporterka kiwnęła głową, na znak, że operator ma włączyć kamerę.

Wywiad zakończyliśmy po około pół godzinie, cały czas odpowiadając na standardowe pytania; kiedy nowa płyta? ; spotykacie się z kimś? ; Liz, który z chłopców jest twoim ulubionym?...
-Czas nas goni, ale mam dla was jeszcze jedno pytanie, tym razem jest od jednej z fanek. –zaczęła znowu dziennikarka –Macie w planach nagranie wspólnej piosenki? P.S. Powiedz Harremu, że jest moim mężem tylko jeszcze o tym nie wie. –wybuchliśmy śmiechem –Pytanie i wiadomość były od Sophie. Harry co ty na to?
-Więc… Mam dużo żon, więc jeśli to dla ciebie nie problem, to będziecie się jakoś mną dzielić. –puścił oczko do kamery – Co do pytania, szczerze mówiąc myślałem o tym, ale jakby oficjalnie jeszcze nie rozmawialiśmy. Po drugie, musielibyśmy znaleźć jeszcze kogoś, kto by coś dla nas napisał…
-Liz, ty piszesz piosenki, prawda? –zwróciła się do mnie –Nie znajdziesz w swoim asortymencie jakiegoś duetu?
-Szczerze mówiąc mam kilka duetów w zanadrzu, ale jak wiesz duet to dwie osoby. –poprawiłam ją – można to rozpisać na sześć głosów i może wtedy coś z tego wyjdzie. –uśmiechnęłam się.
-Niestety jak już mówiłam goni nas czas, dlatego powoli żegnamy się z chłopcami z One Direction oraz towarzyszącą im Liz. Bądźcie z nami jak zwykle jutro, mamy dla was kilka niespodzianek. –sztucznie się uśmiechnęła i nie przestała, dopóki operator nie wyłączył kamery. –Jeszcze raz bardzo wam dziękuję. –po kolei uścisnęła nasze ręce i bez większego pożegnania udała się do swojego biura. Nieco zdezorientowani  wyszliśmy ze studia, udając się do pokoju, w którym znajdowali się tata i Paul.
-Koniec na dziś? –zapytał tata.
-Yhym –wydukałam, siadając koło niego.
-Powie mi pan w końcu kogo to dziecko? –zapytał Louis, sytuując swój zad koło mnie. Tata tylko przytaknął, na co wszyscy chłopcy znaleźli się wokół nas, słuchając jego zacnej opowieści. Nie wiem sama, w co się bawili, ale wyglądali jak małe dzieci słuchające bajki na dobranoc. Kiedy tata skończył, mogłam się w końcu odezwać, niestety telefon ojca mi na to nie pozwolił.
-Tak słucham? –zaczął, oddając Alice Harremu. –Kiedy?.. W którym szpitalu? … Dobrze, zaraz będę. Liz jedziemy do szpitala.
-Co? –zapytałam przerażona.
-Melanie jest w szpitalu, jedziemy tam. –powiedział, podnosząc się z kanapy.
-Przepraszam chłopcy, musimy iść. –zwróciłam się do nich, biorąc małą Alice z rąk Harolda.
-Pojadę z wami. –powiedział Louis.
-Nie, nie. Nie musisz. –powiedziałam czym prędzej.
-Nie marudź, daj mi małą, a ty weź torbę –zabrał małą tym razem już z moich rąk –widzimy się później –zwrócił się do chłopców i Paula. Wyszliśmy na zewnątrz, gdzie wciąż było mnóstwo fanów. Wiem, że to, co się dzieje zawdzięczamy tylko im, ale w obecnej sytuacji nie mogliśmy się zatrzymać. Nie przejmowałam się tym, co zobaczę niedługo w Internecie, bo pewnie wszyscy możecie się domyślić, co mam na myśli. Czym prędzej wsiedliśmy do stojącego już przed wejściem do studia vana. W szpitalu byliśmy już po niecałych pięciu minutach, ponieważ znajdował się on w centrum Los Angeles, tak samo jak studio. Szybko zapytaliśmy w recepcji, gdzie leży siostra mojej mamy i po odpowiedzi, że na 3 piętrze, razem z resztą ruszyliśmy do windy.

* * *
Jak myślicie, co stanie się z Melanie, a co ważniejsze, z Alice? 
Ja z pewnością nic nie zdradzę :) 
Jeśli ktoś z Was chce być informowany na tt, napiszcie w komentarzu lub bezpośrednio do mnie na @proveyouloveme 
Mam jeszcze jedną prośbę, jeśli czytacie bloga i w miarę się podoba, proszę, abyście podesłali linka znajomym, followersom na tt... To naprawdę dużo znaczy. Z góry dziękuję :) 
To tyle z ogłoszeń parafialnych, jak zwykle zapraszam w piątek :) xx

sobota, 4 sierpnia 2012

Dziesięć


Obudziłam się w swoim hotelowym pokoju. Byłam już wypoczęta, podniosłam głowę i zobaczyłam, że na kimś leżę. Obróciłam się i ujrzałam twarz Louisa, który cały czas na mnie patrzył.
- Cześć- powiedział.
- Hej. Długo już nie śpisz? – zapytałam.
- Jakieś 30 minut.
- Mogłeś wstać.
- No właśnie nie chciałem cię budzić. – powiedział, a mi zaburczało w brzuchu – Ooo głodna jesteś.
- Troszeczkę. Ale najpierw mam do ciebie jedno pytanie.
- No to dawaj.
- Jak się tu znaleźliśmy?- zapytałam.
- Czyli mam ci opowiedzieć całą historię wczorajszego wieczora? – twierdząco kiwnęłam głową – Więc po tym jak zasnęłaś siedzieliśmy tam jakieś pół godziny. Później zaczęli coś naprawiać, a chłopcy zgłosili nasze ‘zaginięcie’. Po 45 minutach winda zaczęła jechać i otworzyła się na naszym piętrze. Nie chciałem cię budzić, więc wziąłem cię na ręce i przyniosłem do pokoju. Kiedy cię położyłem, nie chciałaś mnie puścić, więc stwierdziłem, że lepiej będzie jak tu zostanę.
- Dziękuję. – powiedziałam całując go w policzek i w tym momencie ktoś wszedł do pokoju.
- Przeszkadzam?- zapytał mój tata.
- Nie. Dziękuję mu tylko, że się zaopiekował mną wczoraj.
- Ja też dziękuję Louis. Wiem, jaka jest Lizzie, jak dostanie klaustrofobii. – powiedział tata, przybijając mu ‘męską piątkę’.
- Nie ma za co dziękować. Każdy by tak zrobił. – powiedział, lekko się rumieniąc. Słodko wtedy wygląda…
- Wcale, że nie, znam resztę chłopców. A po drugie już drugi raz się zająłeś moją córką. – odparł tata – Zaraz musicie zejść na śniadanie.
- Która jest godzina?- zapytałam.
- 9.30 ale wiem, co się wczoraj stało i pozwoliłem wam trochę pospać. Byłem tu rano, ale tak słodko spaliście…
- Co zrobiłeś?- zapytałam ostro.
- Nic…- powiedział niewinnie– Dobra zbieracie się. O 10.30 jedziemy na próbę. – wyszedł, a ja dopiero teraz się zorientowałam, że nadal leżę na klatce piersiowej Lou.
- Jak chcesz to wstań, mi się nie chcę. – powiedziałam.
- Mi też nie. – powiedział i przestawił mnie tak, że leżałam brzuchem na nim – Wolałbym leżeć tak tu przy tobie cały dzień. – nie wiem dlaczego, ale pocałowałam go, a on odwzajemnił pocałunek, pogłębiając go.
- A i zapomniał bym, – tata wrócił do pokoju, a ja z Lou momentalnie się od siebie oderwaliśmy– dobra później wam powiem, nie przeszkadzam.
- To chyba był znak, że musimy wstać. – powiedział Lou, dając mi jeszcze szybkiego buziaka.
- Nieeeeee – jęknęłam, a on zrzucił mnie z siebie i wstał, podając mi rękę.
- Dalej, ja muszę iść do mojego pokoju się przebrać.
- No dobra. – powiedziałam  zrezygnowana, wstając – Do później - wzięłam ubrania i zamknęłam się w łazience.

Myślałam o tym co się dzisiaj stało. Pocałowałam go, a on to odwzajemnił, i jeszcze te jego słowa… ‘Wolałbym leżeć tak tu przy tobie cały dzień.’  Czy on coś do mnie czuje?
 Szybko wykonałam poranną toaletę i zeszłam na śniadanie. Wolałam pójść schodami, po wczorajszym incydencie. W restauracji byli już wszyscy.
- Cześć- przywitałam się.
- Hej. – tata i Lou powiedzieli razem.
- Może ty nam powiesz, co się w nocy wydarzyło? – powiedział Harry.
- Nic się nie wydarzyło.
- Zdjęcia mówią co innego.
- Jakie zdjęcia? – zapytałam razem z Lou.
- Nie widzieliście? – Hazza podał nam telefon. Spojrzałam na jego wyświetlacz i zobaczyłam zdjęcie, gdzie leżałam na Lou w takiej pozycji, w jakiej rano się obudziłam, spojrzałam, kto dodał zdjęcie…
-Tato!- krzyknęłam.
- Nie bij. – powiedział, próbując wejść pod stół.
- No więc dowiemy się, co się tam działo? – zapytał Harry z dziwnym uśmiechem, a Lou opowiedział mu całą historię.
- No więc nadal sądzisz, że coś się działo? – zapytałam.
- Nie. Przepraszam. –powiedział przegrany.
- Spoko. – odpowiedziałam i poszłam po coś do jedzenia. Gdy nakładałam sobie sałatkę ktoś mnie objął w pasie, odstawiłam talerz i obejrzałam się. Zobaczyłam twarz Lou.
- Co robisz? – zapytał.
- Próbuje nałożyć sobie śniadanie, bo jestem głodna, ale ktoś mi przeszkadza.
-Przepraszam. – powiedział, a ja wróciłam do zajęcia.
- Dobra plan na dzisiaj – powiedział tata, gdy się dosiadłam – za 45 minut przyjedzie samochód i zabierze nas do hali, na próbę do dzisiejszego koncertu. O 15 do 17 będziecie mieć wolne później jeszcze jedna próba i koncert. Teraz chłopcy lecie już się zbierać, bo znając was się nie wyrobicie. – chłopcy zaczęli się oddalać – Louis mógłbyś zostać chwilę?
- Dobrze. – ej, że co? Po co on ma zostawać... – Coś się stało?
- Chciałbym zaprosić cię dzisiaj na obiad, w podziękowaniu za to co robisz dla Lizzie. Co wy na to?
- Przecież zaprosiłeś Lou na obiad, więc dlaczego pytasz mi się co ja na to? – powiedziałam, obawiając się tego co powie.
-Ty też – nie proszę nie… - jesteś zaproszona. – fuck.
- Jak dla mnie to świetne. –powiedział Lou.
- Dla mnie też. – powiedziałam niepewnie, ale no co, trochę czasu z Lou się przyda, tata tuż go lubi…
- Dobra, to zgarnę was z próby i zabiorę do restauracji.
- Okej. – Powiedziałam kończąc posiłek – Dobra ja też się zbieram. Powiedziałam i poszłam w stronę schodów.
- Gdzie ty idziesz? – powiedział Lou – Winda jest tam. – wskazał ręką.
- Nie jadę już więcej windą.
- No chodź, ze mną nic ci się nie stanie. – powiedział obejmując mnie.
- No dobra, w razie czego cię zabije.
- Spoko. – wsiadłam z nim do windy, mocno trzymając się Lou i jego bluzki – I jak było? – zapytał gdy wysiadaliśmy.
- Tak super atrakcja- powiedziałam skacząc z radości – nigdy więcej – dodałam ironicznie – Lou… co tak naprawdę myślisz, o tym obiedzie?
-Że to dobra okazja by poznać twojego tatę.
-Naprawdę?
- Tak, a ty?
- Podobnie. –powiedziałam stając pod drzwiami apartamentu – to do później.
- Pa- powiedział i pocałował mnie szybko w policzek i odszedł.
Szybko weszłam i zsunęłam się po drzwiach na dół. Siedziałam tak może z pięć minut, aż w końcu stwierdziłam, że muszę się uszykować. Weszłam szybko pod prysznic, później wymalowałam się i ubrałam w luźniejsze ciuchy. Po jakiś 35 minutach byłam gotowa. Chodź bałam się obiadu z dwoma facetami na których mi zależy, niepewna wyszłam z pokoju. 

* * *
Tak jak obiecałam, dziś macie jeszcze jeden :) 
Średnio na jeża mi się podoba, ale to nic XD.
Następny jak zwykle w piątek i nieco zacznie się dziać. 'Małe' zamieszanie w życiu Liz, ale nie zdradzam kompletnie nic. Czekamy do piątku ;) 
To tyle na dziś, paa ;* 


Twitter:
@daydream_x33 -Marta

piątek, 3 sierpnia 2012

Dziewięć


Wróciliśmy do hotelu i automatycznie udałam się do mojego pokoju. Chłopcy, razem z naszymi managerami zostali jeszcze na dole dopiąć wszystkie szczegóły dotyczące jutrzejszego koncertu. Próby odbyliśmy będąc jeszcze w Londynie, więc nie było potrzeby robić tego tutaj. Po chwili ktoś zapukał do moich drzwi. Podniosłam więc mój szanowny zadek z łóżka, na którym aktualnie siedziałam i poszłam otworzyć. Moim oczom ukazał się Louis.
-Możemy pogadać? –zapytał.
-Jasne, czemu nie. Nie robiliśmy tego od jakiegoś miesiąca –powiedziałam ironicznie, zostawiając otwarte drzwi i udając się z powrotem do środka.
-Właśnie. Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru tego dłużej ciągnąć. Albo wyjaśnimy sobie wszystko teraz i tu, albo w ogóle ze sobą nie rozmawiajmy.
-Okej, zacznijmy, możesz mi powiedzieć o co chodzi z całą tą akcją z Eleanor? –zapytałam, krzyżując ręce na piersiach.
-Jaką znowu akcją? Po prostu zerwałem z nią i tyle. Mówiłem już, że nie będę z kimś, kto nie akceptuje moich przyjaciół.
-Kogo masz na myśli? Bo na pewno nie chłopców. –powiedziałam, unosząc brwi.
-Dobra, chcesz wiedzieć? Mam na myśli ciebie. Wiesz, że Eleanor widziała te wszystkie zdjęcia i wiesz, że od jakiegoś czasu nam się nie układało. Po co mam z nią być? W końcu zdałem sobie sprawę z tego, że nic do niej nie czuję…
-Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego mi to mówisz?
-Bo chłopacy i tak tego nie zrozumieją, a ty podejrzewam, że nie jesteś aż taka głupia i że wiesz o co mi chodzi.
-Okej, czyli raczej jestem głupia, bo kompletnie nie mam pojęcia. –usiadłam na łóżku, robiąc naburmuszoną minę.
-Jeszcze raz od początku? –usiadł koło mnie.
-Tak, proszę.
-Byłem z Eleanor, nie układało nam się. Poznałem ciebie, zaprzyjaźniliśmy się. Przez przypadek nasze fotki trafiły do gazet i Eleanor zrobiła jeszcze większą aferę. Powiedziałem jej o tobie i już w ogóle nie chciała ze mną rozmawiać. Więc zerwałem z nią, mówiąc że ty jesteś o wiele więcej warta. –odwrócił głowę, patrząc na mnie. Wiedziałam, że już dłużej nie wytrzymam, więc spojrzałam w te jego niebieskie ślepia. – To co, możemy znów zachowywać się normalnie? –słodko się uśmiechnął.
-No, fajnie by było. Brakuje mi tego. –odwzajemniłam uśmiech, a on przytulił mnie.
-Mi też tego brakowało. – powiedział, a ja odwzajemniłam uścisk – Muszę już iść. – powiedział całując mnie w czoło.
Później wyszedł, zostawiając mnie zdezorientowaną na łóżku. Po chwili położyłam się na nim i poczułam dziwne uczucie w brzuchu. Byłam już w 99% pewna, że się zakochałam...  
Nie mogłam tak leżeć cały czas, więc wstałam i wyszłam z pokoju, poprzechadzać się trochę po hotelu. Weszłam do windy i zjechałam do recepcji. Na dole spotkałam kilka fanów, więc zrobiłam sobie z nimi zdjęcia i rozdałam autografy.  Porozmawialiśmy około 15 minut, jak widać, nie wszyscy muszą od razu wrzeszczeć na mój widok. Byłam nieco zmęczona, więc poszłam w stronę windy. Ja miałam serio takie szczęście dzisiaj, że wsiadłam do windy, a za mną Lou.
- Hej. – przywitałam się.
- Cześć. – powiedział - Co robisz dzisiaj wieczorem?
- Miałam zamiar wziąć długą odprężającą  kąpiel, a późnej chciałam się wcześniej położyć, – powiedziałam – a co byś chciał ode mnie? –zapytałam, słodko się uśmiechając.
- Robimy z chłopakami wieczór filmowy i myśleliśmy, że do nas dołączysz. – powiedział smutno.
- Może następnym razem, albo jak zmienię plany. – powiedziałam i w tej samej sekundzie winda się zatrzymała – Nie, nie, nie proszę nie. – powiedziałam przestraszona.
- Coś się stało? – zapytał.
- Mam klaustrofobie. Wcześniej dawałam radę w windach, ale jak się zatrzymują… – powiedziałam na skraju załamania.
-Wszystko będzie dobrze. – powiedział przytulając mnie, a ja się w niego wtuliłam.
-Proszę, niech ona pojedzie dalej. – powiedziałam trzęsącym się już głosem.
-Hej, uspokój się, proszę. - powiedział siadając na podłodze i kładąc mnie na swoje kolana – Rozumiesz? To tylko chwila, zaraz wszystko będzie dobrze, ruszymy i będziesz mogła wejść do ciepłej wody w wannie. – kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.
- Dziękuję. Kolejny raz mnie ratujesz. – powiedziałam bardziej się wtulając – Ale proszę zrób coś żebyśmy już jechali, albo chociaż żebyśmy wysiedli.
- Dobrze. – zsunął mnie z siebie i podszedł do przycisków.
Wcisnął jeden z nich i usłyszałam jakiś alarm. Zaraz potem odezwał się damski głos:
‘Przepraszamy za chwilowe problemy techniczne. Winda zaraz powinna ruszyć. Proszę zachować spokój.’
Lou podszedł do mnie i przytulił do siebie. Nie wiem ile tak siedzieliśmy, ale powoli zaczynałam ziewać. Chyba zmęczyłam się tym łkaniem.
- Spróbuj zasnąć. – powiedział – Zaraz ruszymy.
- Jak zasnę, to nie wyjdę stąd.
- Obudzę cię, czy coś. Nie zostawię cię tutaj. – powiedział kładąc mnie znowu na swoje kolana i całując w czoło – Będę przy tobie tak długo jak będziesz chciała… – Oparłam głowę, na jego ramieniu, powoli zaczynając czuć się lepiej. Muszę przyznać, że to w jego objęciach czułam się bezpiecznie. 

* * *
Chyba najkrótszy rozdział w historii tego bloga, dlatego zrobię Wam niespodziankę i następny dodam w przeciągu najbliższych dwóch dni :) 
Zapraszam też na lovewith1D.blogspot.com  :) 
Paa :* 


Twitter:
@Daydream_x33 -Marta